03.05.2017

Rozdział 3

Oxford był naprawdę pięknym miejscem. Każdy dywan, każda kanapa, wszystkie ściany krzyczały, że to zabytkowy hotel z długą historią, przez który przewinęły sie tysiące przeróżnych osób. Niektóre meble miały po kilkadziesiąt lat, zachowało się też parę oryginalnych rzeczy z końcówki dziewiętnastego wieku.
Wszystko to robiło na mnie ogromne wrażenie. Motel, w którym kiedyś dorabiałam, wypadał po prostu nędznie w porównaniu z Oxfordem. Chociaż wszystko tam było sprawne i względnie czyste, to wnętrza absolutnie nie zachęcały do dłuższego pobytu niż jeden nocleg – gości od progu witały wypłowiałe wykładziny, stare płytki w łazienkach i dawno już niemalowane ściany. Chociaż czego więcej można się było spodziewać po pokoju za niecałe pięćdziesiąt dolarów za noc? To przecież kilka razy taniej niż w Oxfordzie.
Dlatego, gdy idąc korytarzem, omyłkowo zawadziłam swoim wózkiem o stolik, na którym znajdował się przepiękny wazon, prawie dostałam zawału. Pewnie samo to naczynie kosztowało więcej, niż pokój w moim poprzednim miejscu pracy. Na szczęście wazon tylko się zachwiał i nie upadł. Mimo tego podskoczyłam do stolika i obejrzałam przedmiot dosłownie w każdej strony. Ciekawe ile Tuckerson potrąciłby mi z pensji za zniszczenie takiej ozdoby.
Jednak nie zawsze ten ponad stuletni hotel posiadał takie zachwycające dekoracje i nie zawsze był uważany za luksusowy. Na samym początku działał jako tania noclegownia, głównie dla robotników. Dopiero z czasem został przekształcony w obiekt wyższej klasy. Szybko stał się jednym z najbardziej lubianych hoteli w okolicy. Zyskał renomę i oraz cztery gwiazdki, do czego przyczyniła się rodzina Tuckersonów. Mimo swojej klasy nocowali tu jednak różni goście. Nie tylko biznesmeni, czy grube ryby z „wyższych sfer”, ale też zwykli turyści, imprezowicze, czy jacyś przypadkowi ludzie, którzy musieli gdzieś się zatrzymać czekając na spóźniony pociąg czy samolot.
Tych, którzy zamieszkali w czterogwiazdkowym obiekcie po raz pierwszy, dało się wyczuć na kilometr. Byli trochę zagubieni, nie wiedzieli jak się zachować i pytali o najbardziej oczywiste rzeczy, na przykład o to, czy papier toaletowy jest dodatkowo płatny. Chociaż, gdybym nie pracowała w tej branży, pewnie i ja zachowywałabym się podobnie.
Po drobnej stłuczce ze stolikiem, dotarłam do pierwszego pokoju na mojej liście. Goście z 402 wyjechali z samego rana, więc czekało mnie kompleksowe sprzątanie, zwłaszcza, że już za parę godzin miał się tam meldować ktoś nowy. Ktoś, kto zażyczył sobie w pokoju oryginalną, japońską, zieloną herbatę i miskę świeżych owoców. Takie zachcianki nie dziwiły żadnych pracowników hotelu. Zrobiliby niemal wszystko, by umilić gościowi pobyt, aby ten wrócił tam ponownie lub polecił obiekt znajomym.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po wejściu do pokoju to śmieci. Sterta śmieci leżąca na podłodze pod stolikiem – butelki, papierki, folijki. Zdumiewające było to, że stojący zaraz obok kosz na odpadki świecił pustkami. Najwidoczniej umieszczanie śmieci bezpośrednio w przeznaczonym do tego pojemniku, było dla niektórych zbyt wielkim wysiłkiem.
Wzięłam się za ogarnięcie tego syfu, następnie postanowiłam zmienić pościel. O dziwo, łóżko było nawet nieźle pościelone. Raczej nie tego spodziewałabym się po gościach, którzy rzucają odpadki na podłogę.
Ktoś mógłby zapytać „Czy u siebie w domu też tak śmiecą?”. Odpowiedź jednak jest oczywista — nie, ponieważ w domu nikt tego za nich nie sprzątnie. A w hotelu chociaż raz możesz poczuć się jak wielki pan, który ma służbę.
Weszłam do łazienki. Zaczęło robić się coraz ciekawiej. Już od progu uderzył we mnie bardzo nieprzyjemny zapach. Po chwili już domyślałam się, skąd pochodzi. Podeszłam do toalety i szybko okazało się, że miałam rację. Niespuszczona woda. I chyba dawno nie spuszczana. Nacisnęłam spłuczkę, oczywiście była sprawna. A już przez moment pomyślałam, że goście nie zgłosili jej awarii. Ale to by było zbyt proste. Przecież naciśnięcie spłuczki wymaga takiego samego wysiłku jak wrzucenie odpadków do kosza.
— Bella, gdzie jesteś? — usłyszałam nagle głos Vivian dochodzący z walkie-talkie. Odłożyłam ścierkę i wyjęłam sprzęt zza paska.
— Sprzątam 402.
— O, to świetnie się składa. Czy znalazłaś może w pokoju kajdanki?
— Kajdanki?
— Tak, kajdanki, dobrze słyszysz. Goście dzwonią z lotniska, podobno zostawili je w pokoju.
— Jasne, już szukam...
Pierwszą moją myślą było, że w tym pokoju przebywali policjanci. Wzięłam się więc za poszukiwanie zwykłych srebrnych kajdanek. Po kilku chwilach zagubiony przedmiot wyjęłam spod fotela. Nie było to jednak to, czego się spodziewałam. Zachichotałam pod nosem widząc grube, bransolety z czarnej skóry, obite ćwiekami i połączone łańcuchem. Raczej nie służyły one do zakuwania przestępców.
Goście zostawiali w hotelu naprawdę przeróżne rzeczy. Na szczycie tej listy były ładowarki do telefonów i różne części garderoby takie tak skarpetki, krawaty czy rękawiczki. Jednak przedmioty związane z życiem erotycznym nie były wcale rzadkością. Wielokrotnie znajdowałam w pokojach jakieś koronkowe ciuszki lub prezerwatywy – zarówno nieużywane jak i zużyte, niestety nie zawsze leżące w koszu. Była to natomiast moja pierwsze seks zabawka w karierze. I to jaka! Takich kajdan w życiu na oczy na widziałam. Ale w końcu zawsze musi być ten pierwszy raz.
— Mam... kajdanki — powiedziałam do walkie-talkie, przyglądając się z zaciekawieniem zgubie.
— Dobra, to weź je i zanieś do kantorka. Trzeba będzie im to wysłać. Podobno były drogie i chcą je z powrotem.
Od razu zaczęłam zastanawiać się, ile może kosztować taki twór? Przecież to tylko kawałek materiału i trochę metalu. W głowie mi się nie mieściło, że ludzie mogą płacić grube dolary za takie pierdoły. Przecież do związania rąk chyba wystarczyłaby zwykła apaszka?
Lub po prostu brakowało mi fantazji.
Sprzątanie po miłośnikach mocnych wrażeń to była prawdziwa przygoda, za którą dostałam dwa dolary napiwku. Dosyć mało jak na ludzi kupujących drogie erotyczne gadżety i opróżniających prawie cały minibarek.
Ruszyłam korytarzem. Pomiędzy sprzątaniem pokoi zrobiłam kilka przystanków, by odkurzyć parę mebli, oraz pomóc gościom, którym wysypała się na dywan cała, ogromna paczka chipsów. Zawodzili przy tym, jakby stracili sens życia. Chciałam ich uspokoić mówiąc, że to tylko puste kalorie i wcale nie tak smaczne, ale bałam się, że to jeszcze pogorszy sprawę. Wyglądali na takich, których ulubionym sportem jest podróż do fast fooda i z powrotem przed telewizor.
W końcu stanęłam przed 410. Pokojem, w którym zameldowany był nie kto inny, jak tajemniczy towarzysz Tuckersona, na którym oko zawiesiła moja przyjaciółka. Wciąż ciekawiło mnie kim mężczyźni dla siebie byli. Zwykłymi znajomymi, krewnymi, czy może robili razem jakieś interesy?
Co cię to obchodzi, zabrzmiało nagle w moich myślach. Przecież to nie twoja sprawa. Nie dotyczy cię to w ani jednym procencie. Masz tylko sprzątać.
Potrząsnęłam głową. Czasami moja ciekawość nie dawała mi żyć.
Weszłam do sypialni rozglądając się po wnętrzu. Nie panował tam wielki bałagan. Uwagę zwracała tylko pomięta pościel i kilka rzuconych na fotel ubrań. W powietrzu wyczuwalny był też zapach męskich perfum. Dosyć ciężki, ale z nutą owocowej słodyczy.
Laurze by się spodobał.
Wzięłam się do roboty. Wysprzątałam łazienkę i pościeliłam łożko, zabierając przy okazji dziesięć dolarów napiwku z nocnego stolika. Następnie odkurzyłam dywan, przetarłam stolik i zerknęłam do kosza na śmieci. Nie było jeszcze potrzeby go opróżniać. W środku było tylko kilka podartych kartek i jakaś folijka po batoniku.
Wzięłam się za ogarnianie ubrań z fotela. Leżał tam między innymi błękitny garnitur. Dokładnie ten sam, w którym widziałam mężczyznę poprzedniego dnia. Strój był bardzo charakterystyczny, nie dało się go pomylić z żadnym innym. Zerknęłam na metkę. Hugo Boss — znałam nazwę tej marki ze słyszenia, raczej nie był to sklep z tanimi ciuchami. Facet zdecydowanie miał styl i pieniądze.
Złożyłam garnitur i zawiesiłam na oparciu fotela. To samo zrobiłam z koszulą i jeszcze jedną marynarką. Podczas składania jej coś upadło na podłogę, prawdopodobnie wyleciało z kieszeni. Podniosłam z dywanu kartonik, który okazał się być wizytówką. Jej treść brzmiała „Josh Porter. Black Jack Casino. Atlantic City” i podany był numer telefonu. Czyżby facet od niebieskiego garnituru bawił się w hazard? Czy po prostu miał też znajomych w innych branżach niż hotelarstwo?
* * *
Drzwi do kantorka otworzyły się, zanim zdążyłam dotknąć klamki. W progu stanęła Jane.
— Właśnie idę na lunch, idziesz też?
— Dopiero co wracam ze sprzątania, daj mi chwilę — odparłam. Dziewczyna kiwnęła głową i ruszyła w stronę schodów, a ja weszłam do pokoju.
Vivian stała nad stolikiem i robiła jakieś notatki, jednocześnie gadając przez telefon, chyba o czymś związanym z pralnią.
— Mam te kajdanki — rzuciłam, gdy skończyła rozmowę.
— Dobra, wrzuć je tutaj do pudła. Albo najlepiej od razu zanieś to pudło na recepcję. Trzeba te rzeczy odesłać gościom, trochę się tego nazbierało. Ja mam teraz kupę roboty, no nie rozerwę się.
I gdy kierowniczka miała już wychodzić, drzwi do kantorka otworzyły się i stanął w nich pan Christopher. Po jego skrzywionej minie wnioskowałam, że raczej nie wpadł na kawę i pogaduszki.
— Pani Forest, widziała pani gdzieś mojego syna?
— Tylko z samego rana na odprawie, potem to już nie — szybko odparła Vivian. Tuckerson westchnął, poprawiając swoje okulary w grubych, czarnych oprawkach. Następnie spojrzał na mnie i zadał mi to samo pytanie.
— Widziałam go jakoś przed dziewiątą, chyba wychodził z hotelu.
— Świetnie... Wychodzi sobie gdzieś, wyłącza telefon, a umowy z nowym dostawcą nie ma kto podpisać... — powiedział jakby do siebie. — A wychodził sam czy z kimś?
— Z jakimś mężczyzną — odpowiedziałam nieśmiało. Po kolejnym głośnym westchnięciu właściciela usłyszałam pytanie o wygląd owego mężczyzny. — Wyższy od pana Lewisa, elegancko ubrany, krótki zarost...
Pan Christopher skrzywił się jeszcze bardziej. Musiał mieć wyjątkowo zły dzień, bo nie potrafił ukryć swoich emocji.
— Jeżeli go panie gdzieś spotkają, proszę mu przekazać, by jak najszybciej do mnie zadzwonił. Ja również muszę teraz wyjść na ważne spotkanie. Jeżeli nie dotrze do drugiej, to nie wiem kto ogarnie ten cały bajzel.
Pan Tuckerson energicznym krokiem wyszedł z kantorka, nie zamykając za sobą drzwi. Jego zachowanie unieruchomiło nawet Vivian, która podobno tak bardzo spieszyła się do swoich obowiązków.
Podeszłam do drzwi i przymknęłam je.
— Vivian, ty coś wiesz? — spytałam prosto z mostu.
— Niby o czym?
— O tym, co jest między szefami. Słyszałam wczoraj ich sprzeczkę.
— Ja tam nic nie wiem. Nie będę roznosić plotek po hotelu — machnęła ręką.
— Na pewno coś wiesz.
Vivian wykrzywiła usta w grymasie.
— Wiem tyle co ty. Że się o coś sprzeczają od jakiegoś czasu i nie mogą dogadać. Ale młody nic nie powie, raczej nie jest wylewny, wiesz o tym.
— Myślisz, że ma to jakiś związek z hotelem? Mogą być zmiany w personelu?
— Jedyną zmianę, jaką bym chciała, to zmiana managera. Jeżeli Lewis odejdzie, to ja chętnie zgłoszę się na to stanowisko.
Zaśmiałam sie pod nosem. Vivian zignorowała moją reakcję, ominęła mnie i wyszła z pomieszczenia krzycząc jeszcze z korytarza, żebym zaniosła pudło ze zgubami na recepcję.
Wzięłam pudełko rzeczy znalezionych i zeszłam na parter. Przy recepcji stała jedna osoba. Poczekałam chwilę, aż odejdzie, następnie podeszłam tam. Nate uśmiechnął się na mój widok, chociaż uśmiech ten wyglądał na odrobinę wymuszony. Tamtego dnia wyjątkowo dużo osób miało kiepski humor, jakby hotel nawiedziła jakaś klątwa.
— Cześć, co tam? — rzucił.
Oparłam się o ladę i z pudełka wyjęłam skórzane kajdanki. Nate aż dostał wypieków na swoich jasnych policzkach, następnie odruchowo zerknął na monitoring wiszący zaraz nad recepcją.
— Co to jest, chowaj to. — Zakłopotany wziął bransolety i schował je z powrotem do pudła. Zaczęło mi się chcieć śmiać i ledwo co tłumiłam to w sobie.
— Nie widziałeś nigdy takiego gadżetu erotycznego? Fajny, nie?
— Ale po co mi to pokazujesz? Nie masz innych rzeczy do roboty?
Chciałam go jeszcze chwilę przetrzymać w niepewności. Uwielbiałam się z nim droczyć, zawsze tak śmiesznie się denerwował i zawstydzał. Starałam się utrzymywać powagę jak najdłużej jak się dało, ale w końcu parsknęłam śmiechem.
— Goscie z 402 zostawili. Trzeba im to odesłać.
— Jejku, już myślałem, że mi coś proponujesz.
— To nie myśl tyle. — Zaśmiałam się. Nate pokiwał głową i uśmiechnął się szeroko pokazując swoje białe ząbki. Następnie podsunęłam mu pod nos całe pudło. — Tu masz resztę rzeczy, które trzeba odesłać. Wszystko powinno być podpisane.
— Dzięki. Spróbuję to załatwić jeszcze dziś.
Gdy już miałam odchodzić, spojrzałam na niego jeszcze raz. W oczy rzuciła mi się jedna rzecz. Coś, co przypominało siniaka.
— A tutaj co ci się stało? — zapytałam, wskazując na jego policzek. Nate tylko wzruszył ramionami.
— Ah, to nic takiego.
— Jak to nic, masz śliwę. Biłeś się z kimś?
— Od razu biłeś... Drobny wypadek przy pracy, nic takiego.
— Jakiej znowu pracy? Chyba nie zrobiłeś sobie tego podczas odbierania telefonów?
Nie wyglądał na skorego do rozmowy. Zaczął uciekać wzrokiem i stąpać z nogi na nogę. Nie zamierzałam jednak odpuścić. Chciałam po prostu wiedzieć gdzie mój dobry kolega z pracy nabił sobie guza.
— Byłem wczoraj u brata — zaczął w końcu, wzdychając zrezygnowany. — Robi mały remont, trochę mu pomagam. Wlazł na drabinę, zachwiał się, chciałem go złapać i dostałem od niego z łokcia.
— I co, tak ciężko było o tym powiedzieć? A Tuckerson, nie czepiał się?
Nate pokiwał przecząco głową.
— Dziwne. Pobity recepcjonista robi raczej kiepskie pierwsze wrażenie.
— A co miał zrobić? Dać mi chorobowe z powodu małego siniaka? I nie pobity, jasne?
— Dobra, już się tak nie denerwuj.
Widać, że ta rozmowa już go męczyła, dlatego postanowiłam ją zakończyć. I tak już dowiedziałam się tego, czego chciałam. Chociaż... może jeszcze nie.
Wtedy na recepcję zadzwonił telefon. Nate odebrał, a ja czekałam, aż skończy rozmowę.
— Rozumiem, możemy zorganizować dostawkę do państwa pokoju... Tak, piesek w hotelu to pięćdziesiąt dolarów za dobę... Dobrze, to czekam na potwierdzenie. Do widzenia. — Odłożył słuchawkę i spojrzał na mnie. — Coś jeszcze?
— Powiesz mi kto jest zameldowany w 410?
— A po co ci to? Ktoś wpadł ci w oko? Wiesz, że pracownicy nie powinni spoufalać się z gośćmi?
— A co, jesteś zazdrosny?
Nie odpowiedział, tylko spuścił wzrok. Byłam pewna, że na jego policzkach znowu pojawiły się rumieńce. A może to tylko ten siniak...
W końcu zerknął na monitor i wpisał coś na klawiaturze. Już chciał mi coś powiedzieć, ale jakby się powstrzymał.
— Wiesz, nie powinienem zdradzać danych gości.
— Co ty gadasz? Ja też tu pracuję i mam prawo wiedzieć. W końcu sprzątam ich pokoje, co nie?
Na recepcji ponownie rozległ się sygnał telefonu. Bałam się, że już nic od niego nie wyciągnę, a nie miałam więcej czasu, by tam stać. Chciałam na spokojnie zjeść lunch przed powrotem do roboty.
Podniósł słuchawkę, lecz zanim coś do niej powiedział, wyszeptał mi jedno nazwisko.
— Josh Porter.

____________________

Majówka się trochę przedłużyła, przez co rozdział jest w środę, zamiast w niedzielę. Ale za to odrobinę dłuższy od poprzednich ;)
Zapraszam do komentowania ;)


3 komentarze:

  1. Cześć.

    „Zwrot akcji” wcale nie był taki niespodziewany. Wydaje mi się, że raczej mało kto nosi czyjąś wizytówkę przy sobie, szczególnie wtedy, kiedy widać, że to raczej człowiek interesu. Jak tylko główna bohaterka przeczytała nazwisko na wizytówce, wiedziałem, że to tego mężczyzny.

    No i można wywnioskować, że syn właściciela ma pewne problemy z hazardem. Czeka na niego spłata kilku milionów? Kilkunastu?

    Wciąż zachęcam do zapoznania się z zasadami dotyczącymi interpunkcji, ponieważ zauważyłem parę błędów.
    Chociażby ten:
    „Pewnie samo to naczynie kosztowało więcej, niż pokój w moim poprzednim miejscu pracy” - przecinek przed „niż” nie jest tutaj potrzebny.

    Dialogi brzmią całkiem naturalnie, choć ktoś mógłby się przyczepić o to, że są puste, nie zawierają opisów. Cóż, to akurat kwestia gustu.

    Pozdrawiam serdecznie,
    graf zer0.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli najwyraźniej moim problemem jest zbyt duża ilość przecinków, a nie ich brak. Będę się starała nad tym pracować. Dziękuję za opinię i uwagi :)

      Usuń
    2. W niektórych przypadkach też ich brakuje.

      Usuń

Podziel się swoją opinią :)