26.03.2017

Rozdział 1

Szłam przed siebie popychając ciężki wózek z narzędziami mojej pracy. Był tam między innymi mały odkurzacz, szczotka i szufelka, dwa kosze na odpadki, kilka butelek z płynami myjącymi oraz gigantyczny stos ścierek, ręczników i prześcieradeł. Mogłabym przysiąc, że od codziennego pchania tego metalowego potwora urosły mi takie bicepsy, że spokojnie mogłabym konkurować z niejednym stałym bywalcem naszej hotelowej siłowni.
Podążałam właśnie w stronę kolejnego pokoju, gdy zza zakrętu wyskoczył jakiś facet, wpadając prosto na mnie. Wózek zatrząsł się i kilka rzeczy upadło na podłogę. W porę ugryzłam się w język, by nie zakląć na głos.
— Ups, przepraszam — powiedział, po czym schylił się razem ze mną, by pomóc mi pozbierać przedmioty.
— Dziękuję, ale nie musi pan tego robić.
— Żaden kłopot.
Przyjrzałam mu się. Miał nie więcej niż trzydzieści lat, tygodniowy zarost i ubrany był w dosyć ekstrawagancki błękitny garnitur. Podziękowałam mu za pomoc, następnie obserwowałam jak znika w pokoju 410. Uśmiechnęłam się do siebie na myśl o tej sytuacji. Poprzedni podobny incydent miał miejsce parę dni wcześniej – wtedy usłyszałam, że chodzę jak słoń i mam szczęście, że nie pobrudziłam niczym nowiutkiego garnituru szanownego pana.
Niestety nie każdy biznesmen w drogim garniaku jest dobrze wychowany. Najczęściej ci najlepiej wyglądający robią największy chlew – mniej więcej tego można nauczyć się pracując w hotelu.
Po tej drobnej kolizji ruszyłam dalej, aż znalazłam się pod drzwiami pokoju 408. Znalezienie w pęku kluczy tego z konkretnym numerkiem zajęło niekrótką chwilę. Hotel nie posiadał nowoczesnych kart magnetycznych, tylko wciąż stawiał na klasykę – złoty klucz z długim, stylowym brelokiem. Uważałam, że ma to swój klimat, jednak z drugiej strony noszenie przy sobie dodatkowego obciążenia było nieco uciążliwe.
Do posprzątania czekał na mnie pokój deluxe, czyli średniej wielkości sypialnia z dwuosobowym łożem, kominkiem i powiększoną łazienką. Ściany pokoju pomalowane były na błękitno, a w oknach wisiały ciężkie zasłony w podobnym kolorze. Do tego stylowe biurko, wygodna kanapa, ciemny parkiet i dywan. Wszystko prezentowałoby się pięknie, gdyby nie jeden szczegół – gość, który właśnie się wymeldował, zostawił po sobie jeden, wielki śmietnik. Westchnęłam głośno rozglądając się wokół. Tamten dzień był wyjątkowo podły pod względem bajzlu, jaki zostawiali po sobie goście. O niczym tak wtedy nie marzyłam jak o pójściu już na przerwę i wlaniu w siebie cysterny kawy.
Na posprzątanie takiego pokoju przeznaczałam około trzydziestu minut. Niewyrobienie się zazwyczaj oznaczało nadgodziny i ochrzan od szefowej. Na szczęście bez problemu dało się się zmieścić w tym czasie, jeżeli włączyło się piąty bieg. Chyba, że pozostawiony bałagan przekraczał wszelkie normy przyzwoitości.
Pracę zaczęłam od łazienki, bo z nią zawsze było najwięcej zabawy i wolałam mieć ją z głowy. Na dłonie założyłam gumowe rękawiczki, które miały ochronić skórę przed tymi wszystkimi okropnymi płynami czyszczącymi. Najpierw wyszorowałam umywalkę, wannę, prysznic, toaletę, na końcu przetarłam lustro. Potem założyłam świeże ręczniki i szlafroki, a na półce położyłam rolkę papieru, mydełko i żel.
Następnie czekało mnie odkurzenie dywanu w pokoju, a potem zmiana pościeli. Na prześcieradle znalazłam banknot, który włożyłam do kieszonki uniformu. Przy układaniu ozdobnych poduch, na jednej z nich dostrzegłam plamę. Nie była duża, więc szybko dało radę pozbyć się jej za pomocą zwilżonej szmatki.
Zerknęłam na zegarek i uruchomiłam tryb turbo, gdy spostrzegłam ile czasu już tam siedzę. Ścierką, którą trzymałam w dłoni, przeczyściłam biurko, stolik nocny i komodę. Następnie to samo zrobiłam ze szklankami – wydawały się być czyste, więc nie musiałam ich myć, wystarczyło przetrzeć. Obok naczyń położyłam pięć torebek czarnej herbaty, paczkę czekoladek oraz broszurę informacyjną. Zerknęłam również na mini-barek – wyglądał na nietknięty, jednak nie dałabym sobie ręki uciąć, że gość nie wymienił wody mineralnej na kranówę. Nie miałam już jednak czasu tego sprawdzać. Zerknęłam tylko do szafy – brakowało kilku wieszaków, więc szybko dałam o tym znać kierowniczce za pomocą walkie-talkie i zawiesiłam nowe. Na koniec opróżniłam kosz na śmieci i rozpyliłam w pomieszczeniu przyjemny zapach konwalii.
Wynik? Całe dwadzieścia osiem minut! Szło mi coraz lepiej. Na początku ledwo co mieściłam się w czterdziestu.
Najgorszy był pierwszy tydzień. Myślałam, że moje doświadczenie w tej branży trochę mi pomoże, jednak okazało się, że czterogwiazdkowy hotel w centrum dużego miasta, to coś innego niż przydrożny motel z dziesięcioma pokojami. Tak, znałam mniej więcej procedury podczas sprzątania, jednak w Oxfordzie wielu rzeczy musiałam uczyć się od nowa. Tu panował większy ruch, wyższy standard, było więcej miejsc do sprzątnięcia. Różnica była znaczna. Urabiałam się po łokcie, nabawiłam kilka odcisków i siniaków. Pomimo tego nie poddałam się i niedawno minął mój kolejny miesiąc w tej robocie.
W poznawaniu wszystkich tajników pracy prawdziwej pokojowej pomagała mi Laura. Moje pierwsze pokoje sprzątałyśmy razem i w tym czasie bardzo się polubiłyśmy. Wprawdzie dzieliło nas parę drobiazgów, ale tej jasnowłosej wariatki po prostu nie dało się nie lubić. Zawsze uśmiechnięta, pełna energii i nieco zakręcona. Nigdy nie nudziłam się w jej towarzystwie.
Pokój 408 był ostatnim na mojej liście "na już". Mogłam nareszcie pójść na swoją upragnioną przerwę. Skierowałam się do kantorka, by odstawić wózek i tam natknęłam się na Vivian.
— Idziesz na przerwę? — zapytała kierowniczka.
— Tak.
— Pamiętaj, żeby potem ogarnąć małą konferencyjną. Po południu przychodzą ci z tej organizacji... Zapomniałam jak się nazywają.
— Wiem, wiem, pamiętam — przytaknęłam. — Ogarnę wszystko.
Vivian zapisała coś w swoim notesie, następnie opuściła magazynek. Jej lśniące, rude fale śmiesznie podskakiwały przy każdym kroku. Aż trudno uwierzyć, że to nie była peruka. Te włosy zawsze wyglądały tak samo perfekcyjnie.
Zmęczona i głodna udałam się do stołówki pracowniczej. W pomieszczeniu pomalowanym na nieciekawy beżowy kolor, znajdował się spory bufet oraz kilkanaście stolików. Można było napić się tam kawy lub herbaty i zjeść lunch przygotowany przez panią Julianę. Robiła najlepsze kanapki z serem, jakie dane mi było kiedykolwiek konsumować.
Przy jednym ze stolików dostrzegłam Laurę. Siorbała herbatę i grzebała widelcem w ziemniaczanym purée. Dosiadłam się do niej z kubkiem kawy i kanapką.
— Co, parszywy dzień?
Daj spokój. Wchodzę dziś do 208, a tam na podłodze śpi facet, na dodatek we własnych rzygach. Był pijany jak szpadel, nie dało się go dobudzić. W końcu George jakoś mi pomógł go podnieść. Ale zgadnij, kto musiał sam potem sprzątnąć zwrócone resztki kolacji z parkietu. — Skrzywiła się, po czym odsunęła od siebie talerz z ziemniakami.
Ciesz się, że to nie był dywan. Dwa razy więcej szorowania.
Dziękuję, ty to zawsze umiesz pocieszyć człowieka.
Kiedy śmiałyśmy się wspominając ciekawe sytuacje z pierwszych godzin pracy, dołączyły do nas pozostałe pokojówki – Dahlia i Jane. Na stałe zatrudnione byłyśmy we cztery, natomiast w weekendy, przy większym obłożeniu lub podczas dużych imprez okolicznościowych, pojawiało się kilka dodatkowych dziewczyn.
Kończyłyśmy powoli lunch, gdy na stołówce pojawiła się Vivian i od razu podeszła do naszego stolika.
— Jane, apartament prezydencki wysprzątany?
— Jasne, kafelki w kiblu tak wyszorowane, że sam prezydent mógłby z nich jeść.
— Wyborne porównanie, dziękuję. — Vivian spojrzała wymownie na dziewczynę, a potem tylko pokiwała głową. Dobrze znała jej specyficzne, odrobinę ostre poczucie humoru. Ona, w porównaniu do menadżera hotelu, nie zwracała jej uwagi, dopóki pracowała dobrze.
Za moment w pomieszczeniu pojawił się ów menadżer — pan Lewis Tuckerson. Ubrany jak zawsze w elegancki, markowy garnitur i ze swoim drogim, złotym zegarkiem na prawym nadgarstku. Witając się po drodze z hotelowym bellboyem Georgem oraz panią Julianą, podszedł do naszego stolika i spojrzał na Vivian.
— Apartament prezydencki gotowy?
— Tak, właśnie idę zanieść róże oraz burbon.
— Koniak, Vivian, nie burbon. Robert miał załatwić butelkę — poprawił ją spokojnym tonem. Zakłopotana spojrzała do notesu, który zawsze miała przy sobie.
— Koniak Hennessy, jasne... Musiało mi się coś pomylić.
— To dobrze, że spytałem. Pan Chapman byłby niezadowolony.
Kierowniczka od razu uciekła, by zająć się pracą, a pan Tuckerson podszedł do siedzącego kilka stolików obok naszego recepcjonisty i zajął go jakąś rozmową.
— To może my też się zmywajmy, co? Przez tę jazdę z rzygami jestem w tyle z robotą.
— Jakimi rzygami? — Dahlia prawie zachłysnęła się napojem słysząc tekst Laury. Tamta machnęła tylko ręką.
— Nie chcesz wiedzieć.
Tak mijał typowy dzień pracy pokojówki. Najpierw odprawa o ósmej rano, a potem przygotowanie wózka i wyruszenie na walkę z niepościelonymi łóżkami, zatkanymi toaletami i zmierzenie się z różnymi dziwnymi pomysłami hotelowych gości. W trakcie ośmiogodzinnej zmiany przysługiwała jedna przerwa na posiłek, po której następował powrót do odkurzania i szorowania.
Taka posada nie była może szczytem marzeń, zwłaszcza dla dwudziestojednoletniej dziewczyny. Ja jednak żadnej pracy się nie bałam, a już na pewno nie sprzątania, z którym miałam już do czynienia wcześniej. Moim głównym celem było wyrwanie się z małego miasteczka i zamieszkanie w dużej aglomeracji, gdzie można więcej. A praca w hotelu, wbrew pozorom, naprawdę mi się podobała. Wiedziałam też, że w tej branży łatwo awansować. Od sprzątaczki do kierowniczki? Czemu nie.
Zbliżała się godzina czwarta, końcówka mojej zmiany. Dosłownie padałam z nóg. Myśl, że muszę jeszcze iść zrobić zakupy kompletnie mnie dobijała. W mojej lodówce nie było jednak nic poza mlekiem, sokiem pomarańczowym i jakąś resztką pieczywa. To i tak dobrze, że mini-market znajdował się praktycznie na przeciwko mojego mieszkania.
Wysiadłam z windy i ruszyłam w stronę kantorka. Na korytarzu ujrzałam pana Lewisa i nikogo innego jak pana Christophera – właściciela hotelu, a prywatnie ojca Lewisa. Nic dziwnego, że młody Tuckerson został menadżerem czterogwiazdkowego hotelu w tak młodym wieku. Nie był wprawdzie najgorszym dyrektorem, ale niejednokrotnie słyszałam od starszych pracowników, że jego poprzedniczka spisywała się nieporównywalnie lepiej. No i w odróżnieniu od Tuckersona, lubiła integrować się ze swoimi pracownikami i nie wywyższała się.
Panowie nie zauważyli mnie, gdyż za bardzo zajęci byli jakąś rozmową, czy raczej sprzeczką.
— Mam już tego dość, Lewis.
— Nie masz prawa się wtrącać. Mogę robić to, na co mam ochotę.
Obydwaj wyglądali na wzburzonych i gdy za moment weszli do gabinetu, nawet nie zamknęli za sobą drzwi, tylko zostawili uchylone.
Upewniłam się, czy na korytarzu nikogo nie ma, następnie podeszłam bliżej. Nie mogłam przegapić takiej okazji.
Sięgnęłam po ściereczkę i wzięłam się za przecieranie obrazów, mimo że niewiele było na nich kurzu. Jeden z nich wisiał zaraz obok drzwi pokoju dyrekcji. Udając, że jestem zajęta pracą, nadstawiłam ucho.
— Masz zerwać kontakty z tymi ludźmi. Nie podobają mi się.
— A jak nie, to co? Wyrzucisz mnie z hotelu?
— A żebyś wiedział, Lewis! Wyłożyłem wystarczającą kupę forsy na twoje zasrane studia. Jeżeli teraz chcesz robić coś takiego, to radź sobie sam.
Nagle wydało mi się, że usłyszałam zbliżające się kroki. Serce podskoczyło mi do gardła. Odsunęłam się więc szybko od drzwi i wróciłam do swojego wózka, a potem szybko zniknęłam w kantorku.
Zeszłam do szatni. Moja szafka akurat znajdowała się obok szafki Laury. Dziewczyna kończyła się już przebierać.
— Poczekam na ciebie jak chcesz.
— Nie musisz. Jadę od razu do domu, muszę jeszcze zrobić małe zakupy...
— Coś się stało? Przecież znam to twoje zamyślone spojrzenie.
Rzeczywiście, moją głowę wtedy zaprzątała jedna myśl, której nie mogłam się pozbyć. O co, do cholery, kłócili się Tuckersonowie? I co takiego zrobił Lewis, że aż ojciec zagroził mu zwolnieniem?
— Co powiesz na kawę, herbatę? Nawet zwykły spacer?
— Chcesz pogadać? — zapytała, dobrze rozumiejąc moje intencje.
— Tak. Muszę ci coś powiedzieć.

5 komentarzy:

  1. Cześć.

    Lubię kryminały, dlatego zawitałem na Twojego bloga po zobaczeniu zgłoszenia na spisie.
    Jako że napisałaś, że pracowałaś nad pomysłem od 2015 roku, mam spore oczekiwania względem Twojego opowiadania.
    Narracja pierwszoosobowa rządzi się swoimi prawami i całe szczęście, że Twoja postać nie jest wszechwiedząca i nie zna chociażby marki garnituru czy noszonego przez kogoś zegarka. Przy okazji pomaga to w wykreowaniu postaci, która rzeczywiście wyrwała się z małego miasteczka.
    Trochę nie pasuje mi słowo "konsumować". "Jeść", moim zdaniem, byłoby znacznie lepsze.
    O fabule wypowiem się, jak pojawi się więcej rozdziałów.

    Pozdrawiam serdecznie,
    graf zer0.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć i dzięki za komentarz!
      Tak, pierwszy szkic opowiadania powstał w 2015 i chociaż wiele wątków od tamtej pory się zmieniło, to jednak główny motyw pozostał ten sam. Ale najważniejsze, że od tamtego czasu trochę lepiej piszę, a przynajmniej mam taką nadzieję :P
      „Konsumować” może rzeczywiście trochę przekombinowane, ale jakoś tak pierwsze przyszło mi na myśl, kiedy pisałam :P
      Jeszcze raz dzięki i też pozdrawiam!

      Usuń
  2. Początek historii spokojny, bardzo spodobał mi się Twój zamysł na to opowiadanie. :)
    Jestem ciekawa, jak wszystko się rozwinie. Świat, który stworzyłaś nie wydaje się idealny, podkoloryzowany, a Twoja główna bohaterka nie jest omnibusem. :D Widać, że to skromna dziewczyna, ale jednak zbyt ciekawska. ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja póki co mam nieco odwrotne wrażenie od Ani. Nie sądzę byś stworzyła świat idealny, zwłaszcza do kryminału. On już idealnym nie jest, skoro 21-latka sprząta pokoje hotelowe, a nie chodzi na szpilkach jako sekretarka w korporacji (ostatnio w modzie są ładni, bogaci, wysportowani bohaterowie). Cieszę się, że ty postawiłaś na taką prostotę, zwykłość i różnice klas - to temat, którego większość boi się podejmować.
    Chwalę cię też za gatunek, bo kryminał to coś co nie jest częste, a ja ostatnio ilekroć szukam czegoś do poczytania, to rezygnuję po przejrzeniu kilku ostatnich stron katalogu, bo wszędzie fantastyka i ff, a nigdzie twórczości dla dorosłych. Liczę więc na to, że twoja opowieść będzie pisana z myślą właśnie o czytelnikach dorosłych, a nie tylko i wyłącznie małolatach.
    Postaram się jeszcze dziś przeczytać kolejne rozdziały, o ile w pracy szybko się wyrobię.

    Pozdrawiam
    http://dariusz-tychon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć!

    Dopiero zaczynam przygodę z Twoją historią, która już po pierwszym rozdziale przypadła mi do gustu. Nigdy nie czytałam kryminału, w której główną rolę pełni sprzątaczka (poboczne, owszem, ale nigdy główne).

    Dobra, lecę dalej do czytania. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią :)