29.06.2018

Rozdział 24

Rano, jak zawsze, spodziewałam się ujrzeć w lobby George'a. Już na samą myśl podskakiwało mi ciśnienie. Wszystko wskazywało na niego, ale Tuckerson znowu olał sprawę. Już obmyślałam w głowie plan, jak wydusić z George'a prawdę, ale wtedy zobaczyłam coś, co trochę zbiło mnie z tropu.
W lobby stał Jerry. Chciałam od razu do niego zagadać i spytać, czemu jest na porannej zmianie, ale właśnie zajął się bagażami gości. Alice, która również mogła coś wiedzieć, też była zajęta. Udałam się więc do szatni, a potem do kantorka. Wtedy tylko Vivian mogła rozwiać moje wątpliwości.
— Wiesz, czemu nie ma dziś George'a? — spytałam pod koniec odprawy.
— Z tego co słyszałam, to odszedł z Oxfordu.
Chociaż przeszło mi to przez myśl, to jednak otworzyłam szeroko usta ze zdziwienia. Jane i Dahlia jakby chórkiem spytały „Co? Jak to?”.
— Przyznał się do ostatnich kradzieży. Nic więcej nie wiem, przykro mi.
— Aha, czyli to koniec sprawy, tak? I nie dowiem się dlaczego, i czy to w ogóle on, podrzucił mi ten naszyjnik?
— Może dowiesz, ale na pewno nie ode mnie. Pan Tuckerson prosił, abyś później do niego wpadła. A najlepiej zrób to jeszcze teraz. Powiedział, że nie ma dziś dużo czasu.
— Świetnie, już nie mogę się doczekać...
— Kończąc temat, George już tu nie pracuje, ale wy jak najbardziej. Możecie rozejść się więc na swoje piętra. Koniec odprawy.
Mogłam się tylko domyślać, o czym Tuckerson chciał ze mną gadać. Do drzwi jego gabinetu pukałam z wielkim zaciekawieniem i odrobinę przyspieszonym tętnem. Po usłyszeniu zaproszenia weszłam do środka.
Tuckerson siedział za biurkiem z komórką przy uchu.
— Naprawdę, nie dam rady się wyrwać — powiedział do telefonu, jednocześnie dając mi znać gestem, bym usiadła i poczekała aż skończy. — Mam dziś trzy spotkania i jestem uziemiony w hotelu. Mógłbyś sam wpaść po te papiery?... To najwyżej kogoś wyślij... Dobrze, czekam. Na razie.
Tuckerson odłożył telefon. Nasze spojrzenia spotkały się i aż przypomniała mi się nasza ostatnia rozmowa w cztery oczy. Kontakt wzrokowy z nim był dziwnie krępujący. W tamtym momencie też trochę niepokojący; Tuckerson miał straszliwie podkrążone oczy, jakby nie spał przez ostatni tydzień.
— Chciałem z tobą ostatecznie wyjaśnić sprawę kradzieży. Naszyjnik znaleziony w twojej szafce stawiał cię w złym świetle i kazałem pani Forest mieć na ciebie oko. Ale ostatecznie to George Wayson przyznał się do winy, więc nie poniesiesz żadnych konsekwencji.
Poczułam, jak kamień spadł mi z serca.
— Bardzo dziękuję. A czy George powiedział chociaż, dlaczego podrzucił mi tę biżuterię?
— Nie. Ale do tego też się przyznał. To już musicie między sobą wyjaśnić. Dziś około dwunastej ma przyjść po swoje dokumenty, więc może uda ci się z nim porozmawiać. Tylko żadnych kłótni przy gościach, proszę.
Oczywiście, ale on sam mógł wydzierać się na całe lobby...
— Rozumiem, dziękuję.
— No dobrze, to na tyle, możesz iść.
— A czy... — zaczęłam z wahaniem. — Czy mogę zadać jeszcze jedno pytanie?
— Słucham — odpowiedział po krótkim westchnięciu.
— Dlaczego nie zwolnił mnie pan? Przecież sam pan powiedział, że ten naszyjnik stawiał mnie w złym świetle.
— Chyba powinnaś się cieszyć, że cię nie wyrzuciłem?
— Oczywiście, cieszę się. Po prostu mnie to nurtuje.
Patrzył się na mnie w ciszy. Trwało to chwilę, ale czułam, jakby gapił się tak całą wieczność.
— Nigdy nie było na ciebie żadnych skarg, a twoja wersja wydarzeń brzmiała wiarygodnie. Po co miałabyś zgłaszać kradzież, którą sama popełniłaś? Chciałem też, by Nate to potwierdził. Ufam mu i wiem, że nie skłamałby.
— A Dahlia?
Tuckerson poprawił się na krześle.
— Z nią było podobnie. A propos Dahlii, chciałbym byś potem poprosiła ją do mnie.
— Oczywiście.
— Czy to już wszystko?
— Tak. Dziękuję raz jeszcze.
Wyszłam, zamknęłam za sobą drzwi i od razu wzięłam głęboki oddech. Naprawdę zaczynałam nienawidzić rozmów z Tuckersonem sam na sam.
Nadal jednak ciekawiło mnie zachowanie George'a. Czemu kradł? I w jakim celu było to całe podrzucanie? Liczyłam, że uda mi się go złapać, gdy przyjdzie do Oxfordu odebrać swoje rzeczy.
Idąc do kantorka włączyłam krótkofalówkę i wywołałam Dahlię.
— Gdzie jesteś?
— Sprzątam na czwórce, a co?
— Tuckerson prosi cię do siebie.
Nie usłyszałam odpowiedzi.
— Halo?
— Tak, jestem... Nie mogę teraz, muszę posprzątać ten pokój na już.
— To pójdziesz, kiedy będziesz mogła. Ja tylko przekazuję informację.
— A czego on właściwie chce?
— Nie wiem, ale ze mną rozmawiał o kradzieżach, więc z tobą może też chce to wyjaśnić. W każdym razie, mam nadzieję, że już nikt nie będzie nam się patrzył na ręce. Możesz przestać się bać o swoją pracę.
* * *
Do kantorka po pierwszej części zmiany dotarłam pierwsza. Ogarnęłam szybko swój wózek, żeby był gotowy do dalszej roboty, a potem wyszłam na przechadzkę po hotelu. Miałam do spełnienia małą misję.
Włączyłam krótkofalówkę i wywołałam Laurę. Powiedziała, że kończy sprzątać pokój i zaraz dołączy do mnie w lobby. Czekając na nią podeszłam do Jerry'ego, który nie wyglądał na zajętego.
— Cześć. Co słychać?
— Niewiele. — Wzruszył ramionami. — Poza jednym szczegółem, o którym już pewnie wiesz.
— Tak... To co, teraz zostałeś sam na placu boju?
— Na to wygląda. Ale Tuckerson będzie musiał zatrudnić kogoś nowego. Ja jeden na dwóch zmianach nie będę robił.
— Powiedz mi, ty domyślałeś się, że to George? Masz jakiś pomysł, czemu kradł?
— Nie mam zielonego pojęcia.
— Dziwna sprawa. Pogadałabym z nim. Widziałeś go? Miał dziś podobno wpaść do hotelu.
— Niestety nie widziałem. Ale przez ostatnią godzinę biegałem między pokojami, to może się minęliśmy.
Stałam tak jeszcze chwilę, aż w lobby zjawiła się Laura.
— Jestem. O co chodzi?
— Chcę pogadać z George'em. Musimy go znaleźć.
— Nie wiem czy pamiętasz, ale...
— Tak, już tu nie pracuje, ale miał dziś wpaść odebrać swoje rzeczy. Muszę go zapytać o te kradzieże, rozumiesz? Bo nie usnę w spokoju.
— Ale skąd wiesz, że jest w hotelu akurat w tym momencie?
— Bo Tuckerson mówił, że przyjdzie około południa, a właśnie dochodzi dwunasta. Proponuję się rozdzielić, to jedyna opcja. Idź na piętro, pokręć się pod gabinetem Tuckersona, popytaj kilku ludzi, czy go nie widzieli. Ja sprawdzę szatnię. Jeżeli go nie znajdziemy, to trudno. Spróbuję do niego zagadać na fejsie, chociaż nie ukrywam, że wolałabym w cztery oczy.
Dotarłam do szatni, jednak George'a tam nie było. Zagadałam do kelnerki, którą tam spotkałam. Niestety nic nie wiedziała. Chwilę później Laura dała mi znać przez krótkofalówkę, że cel został namierzony. Właśnie widziała, jak George wyszedł z pokoju menadżera. Szła za nim kawałek i okazało się, że idzie do szatni. Postanowiłam więc tam na nich poczekać.
W końcu George i Laura dotarli na miejsce. Liczyłam, że znajdująca się tam kelnerka szybko się zmyje, żebyśmy zostali w trójkę i mogli spokojnie porozmawiać. Chociaż nie nazwałabym spokojem tego, co wtedy czułam.
W końcu zostaliśmy sami. George opróżnił swoją szafkę, zatrzasnął drzwiczki i też chciał opuścić pomieszczenie. Minął nas kompletnie bez żadnej reakcji.
— Hej, zaczekaj. — Zatrzymałam go. — Ty nas w ogóle widzisz?
— Widzę, i co?
— Chcemy pogadać.
— Niby o czym? — George spojrzał na nas marszcząc czoło.
— O twojej karierze hotelowego złodzieja, oczywiście.
— Ach, czyli będziecie mi teraz prawić morały... Wybaczcie, mam ciekawsze rzeczy do roboty.
— Stój — Laura zagrodziła mu drogę. — Chcemy tylko wyjaśnić parę spraw. Przecież to zajmie chwilę.
George zacisnął mocno pięści i głęboko westchnął. Milczał przez kilkanaście sekund.
— Dobra, szybko, bo chcę się już stąd zmyć.
— Pierwsze i ostatnie pytanie — zaczęłam. — Dlaczego podrzuciłeś mi ten naszyjnik?
— Bo miałem taki kaprys.
— George, czemu się tak zachowujesz? — rzuciła Laura. — Chyba Bella zasługuje na wyjaśnienia?
Milczał patrząc się tylko raz na mnie, raz na Laurę.
— Słuchaj, przez ciebie mogłam stąd wylecieć. Początkowo sądziłam, że właśnie o to ci chodziło, bo coś do mnie masz, ale potem okazało się, że innym ludziom też coś podrzucałeś, prawda? I jeszcze ta akcja z wczoraj... Najpierw kradniesz, a potem to wyrzucasz do kosza? Wytłumaczysz mi tę pokręconą logikę?
— I tak nie zrozumiesz — odpowiedział łagodniej.
— Postaram się. No więc?
— Wybaczcie, nie czuję obowiązku spowiadania się wam.
— George, daję ci szansę wytłumaczenia się. Każdy na nią zasługuje. A ja naprawdę chcę cię zrozumieć. Obiecuję, że nie będę się śmiała.
Wziął kolejny głęboki oddech.
— Dobra, bo widzę, że nie dacie mi spokoju... Spotkaliśmy się wczoraj pod przychodnią — zwrócił się do Laury. — Okłamałem cię, nie byłem na żadnych badaniach kontrolnych.
— To gdzie? I jaki to ma związek z całą sprawą?
— Całkiem spory.
George otworzył swój plecak i wyjął z niego papierową teczkę. Zawahał się na moment, a potem wziął ze środka jedną kartkę i wręczył ją Laurze.
— Co to?
— No przeczytaj.
Laura zaczęła czytać w ciszy. Moja ciekawość rosła z sekundy na sekundę i podskoczyła jeszcze bardziej, gdy Laura po przeczytaniu otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Bez słowa przekazała mi arkusz. To było zaświadczenie lekarskie.
— Kleptomania?
— To chyba odpowiedź na wszystkie wasze pytania — powiedział George, po czym wyrwał mi z ręki dokument i schował ponownie do teczki.
— Mam nadzieję, że to nie jakaś wymówka, żeby wymigać się od policji? — spytałam.
— To żadna wymówka, tylko faktyczne zaburzenie.
Drzwi do szatni otworzyły się. Ktoś chciał wejść, ale stojąca obok Laura powiedziała mu „Nie teraz, proszę” i zatrzasnęła drzwi. Ponownie spojrzałyśmy na George'a.
— Kontynuuj — powiedziałam.
— A co więcej mam ci powiedzieć? Jeżeli nie wiesz, z czym wiąże się kleptomania, to wpisz sobie hasło w Google.
— Ale ja chcę wiedzieć, jak to się zaczęło, jak kradłeś... Wszystko.
George westchnął ze zrezygnowaniem.
— Nie będę ci opowiadać historii swojego życia, bo nie jesteś moim terapeutą. Mogę cię tylko zapewnić, że nie kradnę dla pieniędzy czy innych korzyści. Większość rzeczy potem wyrzucam. Zabrałem ten cholerny naszyjnik, bo nie umiałem inaczej. Później pojawiły się te głupie wyrzuty sumienia, jak za każdym razem... Kradniesz, potem adrenalina opada i chcesz o wszystkim zapomnieć. Ale potem to wraca. To zamknięte koło.
— Nadal nie rozumiem jaki związek z kleptomanią ma podrzucanie ludziom rzeczy. Zwłaszcza, że najpierw musiałeś włamać się do czyjejś szafki.
— Trudno nazwać to włamaniem. To Jane nauczyła mnie je otwierać. Pokazała mi ten sposób, gdy raz zaciął mi się zamek. Potem doszedłem też do tego, jak je zamknąć bez kluczyka. To banał.
— A pokój? Jak zabrałeś z niego ten naszyjnik?
— Drzwi były otwarte, to skorzystałem.
— Otwarte? Patrz, jakby pokój sam cię zapraszał do kradzieży.
— Mówię serio. Chwilę wcześniej widziałem, jak Dahlia tam sprzątała. Musiała się zagapić i nie zamknąć za sobą jak wychodziła. To była sekunda. Wlazłem tam, zobaczyłem walizkę, podkusiło mnie, by ją otworzyć i tyle.
— Nadal nie odpowiedziałeś, jak podrzucanie rzeczy wiąże się z kleptomanią.
— To nie jest typowe dla tego zaburzenia. Próbujemy to jakoś ogarnąć z moim terapeutą... Już kilka razy podrzucałem fanty ludziom do szafek. Niestety ten naszyjnik zrobił za dużo zamieszania.
— Długo kradłeś?
— A dużo takich pytań zamierzasz mi jeszcze zadać? — odparł zirytowany.
— Dużo, więc im szybciej na nie odpowiesz, tym szybciej stąd wyjdziesz.
Westchnął zrezygnowany.
— Długo. Ale gdy zabierałem jakieś bzdety typu rękawiczka czy krawat, to nawet nikt się nie orientował, tylko każdy myślał, że zgubił. Nie obchodzi mnie wartość rzeczy, którą kradnę. Liczy się... tylko ta głupia satysfakcja.
Miałam ochotę wylać na siebie kubeł zimnej wody. George na pewno czuł się osaczony, a ja bombardowałam go serią pytań. Jednak musiałam dowiedzieć się jeszcze kilku rzeczy
— Powiedziałeś Tuckersonowi o tym?
— Tak. Wczoraj zawołał mnie do siebie i powiedział, że od jakiegoś czasu domyślał się, że to ja, ale nie miał dowodów. Przyznałem się i sam odszedłem, żeby nie potraktował mnie tak jak księgową. Dzisiaj pokazałem mu to zaświadczenie lekarskie.
— Naprawdę dziwne, że nic z tym nie zrobił, skoro się domyślał — powiedziała Laura. — Ale to w końcu Lewis. Nieprzewidywalny i ignorancki... Gdyby był tu pan Christopher, na pewno szybko załatwiłby sprawę.
— Zdziwiłabyś się.
— Co masz na myśli?
— Stary Tuckerson wiedział o wszystkim.
Przez chwilę myślałam, że mi się przesłyszało. Wymieniłyśmy się z Laurą zaskoczonymi spojrzeniami.
— Jak to? Chcesz mi powiedzieć, że wiedział i mimo tego cię tu trzymał? Co za bzdura — powiedziałam.
— Żadna bzdura, tak było. Przyłapał mnie raz na kradzieży. Byłem pewny, że mnie wyleje, ale nie zrobił tego. Uwierzył w moją chorobę i dał mi kredyt zaufania. To była sprawa między nami.
— Dał ci kredyt zaufania, a ty tak po prostu go zawiodłeś.
— To silniejsze ode mnie. Nigdy nie zrozumiesz, dopóki sama czegoś takiego nie doświadczysz. Nie zmuszałem go do niczego, to on zdecydował, by mnie tu trzymać. Może i był naiwny, ale wierzył w ludzi, chciał w nich wierzyć i im ufać. Zaufał mi, księgowej, Robertowi, a przede wszystkim swojemu niedoświadczonemu synalkowi.
Znowu myślałam, że mi się przesłyszało.
— Co ty powiedziałeś? Robertowi? A niby czemu jemu?
— To wy nic nie wiecie? — Spojrzał na nas szczerze zaskoczony.
— A o czym mamy wiedzieć?
— O ich sprzeczce. Nie słyszałyście, że Robert chciał się przenieść do Brown Palace?
— Że niby co?
— Wy naprawdę nie macie o niczym pojęcia. — Zaśmiał się pod nosem.
Obie z Laurą spojrzałyśmy na siebie w konsternacji.
— Mów szczegóły — rzuciła Laura po chwili.
— O nie, ja nie będę paplał. Chcecie, to same się go spytajcie, może wam powie. Chociaż wątpię. Nikt nie lubi przyznawać się do swoich błędów i słabości. Coś o tym wiem. A teraz wybaczcie, chciałbym w końcu opuścić to miejsce. A ciebie, Bella — spojrzał mi prosto w oczy — naprawdę przepraszam. Nie chciałem, by ktokolwiek miał przeze mnie kłopoty.
Wyminął nas i opuścił szatnię. Usiadłyśmy na ławeczce, wciąż będąc w lekkim szoku.
— Kleptoman... — powiedziałam wzdychając. — Jestem w stanie w to uwierzyć, ale podrzucanie ludziom rzeczy? To już jakaś dziwaczna mutacja.
— Wiesz, że kleptomania dotyka głównie kobiety? Gdzieś słyszałam. Więc tak, George to najwyraźniej dziwny przypadek.
— Zastanawia mnie jeszcze to, co powiedział o panu Christopherze. Naprawdę wiedział, że George kradnie i nic z tym nie zrobił? Jak mógł tak narażać hotel?
— Może rzeczywiście był tak naiwny. Albo nie tak profesjonalny, jak wszyscy myśleli... No ale teraz już się tego nie dowiemy. Lepiej chodź do Cruise Room, chyba powinnyśmy pogadać z naszym barmanem.
— I o co go niby spytasz? O szczegóły jego rzekomej sprzeczki z panem Christopherem? Tak, na bank ci powie.
— Sprzeczka sprzeczką. Mnie ciekawi sam fakt Brown Palace. Że niby Robert chciał tam odejść?
— Ludzie zmieniają pracę, to normalne. Zwłaszcza w tej branży. Przenoszenie się między hotelami nie powinno cię dziwić.
— Bella, Brown Palace! Czy ty wiesz, co to za miejsce? To przecież największa konkurencja Oxfordu! Przenoszenie się tam to prawie jak zdrada.
— Nie przesadzasz trochę?
— Nie przesadzam, bo wiem, jakie plotki krążą. Brown Palace i Oxford zawsze rywalizowały o to, kto jest fajniejszy, bardziej luksusowy i bardziej historyczny. Lubimy się z kilkoma hotelami w mieście, ale nigdy nie słyszałam, żebyśmy w przypadku overbookingu przenosili tam swoich gości.
— To w takim razie nie dziwię się, że Robert i pan Christopher się posprzeczali.
— Za tym stoi coś więcej, mówię ci. Inaczej George nie robiłby z tego takiej tajemnicy. Dowiem się, co chodzi, przysięgam.
— Boże, robisz się bardziej ciekawska ode mnie — zaśmiałam się.
* * *
Razem z Laurą siedziałyśmy w szatni i szykowałyśmy się do wyjścia. Moja przyjaciółka ciągle gadała o Robercie i Brown Palace. Nie wiedziałam wiele o tym hotelu, właściwie to tylko słyszałam nazwę, może przechodziłam obok raz czy dwa. Przenoszenie się z obiektu do obiektu nie dziwiło mnie, bez względu na to, jak napięte stosunki między tymi obiektami by nie były. Niby Oxford zawsze słynął z lojalności swojego personelu, ale biznes to biznes. Mogłam jedynie postarać się zrozumieć pana Christophera. Jego cenny pracownik chciał odejść do konkurencji. Miało prawo zaboleć. Nie umiałam jednak zrozumieć jego zachowania w przypadku George'a. Kradzież to jednak coś poważniejszego.
Jeśli Laura chciała grzebać w sprawie Roberta, to beze mnie. Mnie zależało tylko na odnalezieniu hotelowego złodzieja oraz dowiedzeniu się, kto stał za śmiercią mojego szefa.
Wyszłyśmy z Oxfordu. Poczułam na sobie chłodny wiatr i od razu zadrżałam. Jednak szybko temperatura mojego ciała wzrosła, gdy ujrzałam przed sobą najbardziej irytującą mnie osobę na świecie.
Chad. Zaklęłam w myślach. Wysiadł właśnie z samochodu i szedł w stronę Oxfordu trzymając odpalonego papierosa w jednej dłoni i jakąś teczkę w drugiej. Zaczęłam powtarzać do siebie w myślach, by go ignorować. Po prostu przejść obok, potraktować jak powietrze. Jednak jego zachowanie bardzo mi to utrudniało.
— No cześć. — Zatrzymał się przed nami. — Dawno się nie widzieliśmy.
— Jakoś nie jest mi przykro z tego powodu.
Wyminęłam go i ruszyłam do przodu. Po chwili poczułam, jak z szyi ześlizguje mi się apaszka. Odwróciłam się. Chad trzymał moją chustkę w dłoni.
— Chyba coś ci upadło — powiedział mając na twarzy głupi uśmieszek.
— Raczej ktoś mi to ściągnął — rzuciłam robiąc krok w jego kierunku. Chciałam wyrwać mu apaszkę, ale cofnął rękę.
— Słuchaj, naprawdę nie mam ochoty na żarty w stylu dzieciaków z podstawówki.
— Ale śmiesznie się złościsz — zaśmiał się głupkowato. — Jak brzmi magiczne słowo?
— Poproszę? — powiedziałam z udawanym uśmiechem.
— Raczej miałem na myśli „chodźmy na drinka”.
— Daj jej już spokój, co? — wtrąciła Laura. — Nie rozumiesz, że gdy kobieta mówi nie, to znaczy nie?
Chad zmierzył ją wzrokiem.
— O, mądra się znalazła. Ale na drogi obiad z moim szefem to dałaś się namówić.
Laurę ewidentnie zatkało, a w moich żyłach zawrzała krew.
— Wyglądasz mi na taką, która leci na forsę. Twoja koleżanka wprawdzie nie, ale... — Wbił we mnie wzrok. — Nadal mam nadzieję.
— Masz rację. Nie interesują mnie twoje pieniądze. A już na pewno nie sposób, w który je zarabiasz.
Chad otworzył szeroko oczy.
— Stanie na bramce w klubie to dla ciebie aż takie upokorzenie?
— Tak, stanie na bramce, niech ci będzie. — Uśmiechnęłam się ironicznie. — Najwidoczniej jesteś najbogatszym bramkarzem w kraju. Nic tylko gratulować.
W końcu udało mi się wyrwać swoją chustkę z jego dłoni. Skrzywiłam się czując, jak cała śmierdzi dymem tytoniowym. Pociągnęłam Laurę za rękaw i ruszyłam z nią w stronę przystanku. Odruchowo odwróciłam się jeszcze za siebie, ale Chada już nie było.
— Nie przesadziłaś? Takie sugerowanie mu wprost, że wiesz, czym się zajmuje?
— Jego obecność tak mnie denerwuje, że nie umiem się powstrzymać. Poza tym, to on przesadził z tym przytykiem w twoją stronę.
— Tak, przesadził, ale sama mi mówiłaś, że to niebezpieczni goście i żeby z nimi nie zadzierać.
— Już raz z nim zadarłam, gdy mnie nakrył na podsłuchiwaniu Lewisa i Alana. Wtedy mi nic nie zrobił, teraz też się nie odważy. Ale masz rację, następnym razem postaram się być spokojniejsza.
— Powinnaś zacząć palić. To pomaga na odstresowanie.
— Wiesz, jak ten człowiek nadal będzie mi się naprzykrzał, to chyba naprawdę zacznę.
* * *
Gdy weszłam do domu, od razu nalałam sobie szklankę wody. Rozsiadłam się wygodnie na kanapie i odetchnęłam. Spotkanie z Chadem na moment mnie oszołomiło i zaczęłam myśleć, że może rzeczywiście trochę przesadziłam. Ale było już za późno na takie rozważania.
Odetchnęłam też z innego powodu. W końcu znalazł się złodziej i oznaczało to jeden kłopot mniej. Czy wierzyłam w historyjkę George'a o jego kleptomanii? Nie miałam powodów, by nie wierzyć. Po prostu przez ostatnie tygodnie wytężałam swój mózg, by odczytać intencje hotelowego złodzieja, a tymczasem sprawa okazała się być prostsza, niż się spodziewałam.
Teraz znowu najważniejszą rzeczą stało się zabójstwo pana Christophera. Mogłam się w końcu na tym skupić. Czy może pojawiły się jakieś nowe ślady? Tak długo to już trwało. Szybko przeszukałam internet, ale portale informacyjne milczały. Jakby świat stracił zainteresowanie tym tematem. Jednak ja miałam jeszcze jedno źródło informacji i miałam nadzieję, że okaże się pomocne.
Już miałam wybierać numer do Vince'a, ale wyprzedził mnie. Dosłownie w chwili, gdy wzięłam telefon do ręki, jego imię zamrugało na ekranie.
— Cześć, co tam?
— Cześć, chciałbym się spotkać. Masz dziś czas?
— Jasne. A w jakiej sprawie?
— Wypłynęły nowe fakty w śledztwie.
— Nie mów, że znaleźli zabójcę.
— Nie, nie zapędzaj się. Po prostu chcę ci przekazać kilka informacji. To co, będziesz gotowa za godzinę?

_______________________________________________

Jeden z dłuższych rozdziałów na blogu. I jeden z najbardziej problematycznych; zmieniałam go chyba milion razy, już literki zaczęły mienić mi się w oczach. Ale mniejsza z tym, nie będę was zanudzać swoimi problemami z chwilowym kryzysem twórczym :P.
Kolejny rozdział powinien się pojawić w pierwszej połowie lipca. Idzie mi dobrze, mam zaplanowanych jakieś 7-8 rozdziałów wprzód. Tak, jeszcze trochę do końca nam zostało xD. Ale czy skończę całość w tym roku? Tego jeszcze nie wiem.
Buźka :*